- argentynskie jedzenie - podobnie jak Brazylijczycy zdaja sie lubowac w grillowanym miesie (tu sie w ogole nie smazy - wszystko jest gotowane, najlepiej w garnkach cisnieniowych, lub piecozne), duzo miejsc z pizza i makaroanami, to pewnie ze wzgledu na turystow. Dzis zjadlam danie chyba najbardziej podobne do polskiego - grillowana piers z kurczaka (nestety b. slona), puree ziemniaczanane i surowka.
- drogi i budynki wylgadaja mniej wiecej tak samo. Choc ciekawostka sa lezace policjanty - tu na nich umieszczone sa przejscia dla pieszych.
- numery rejestracyjne (jedno z moich zboczen ;) ) - biale litery na czarnym tle i niebieski napis Argentina. 3 litery i 3 cyfry - zdaje mi sie malo, jak na taki duzy kraj.
- numery budynkow - podobnie jak w Brazylii numery przyznawane sa wedlug polozenia budynku na danej ulicy- dokladniej, oznaczaja, na ktorym metrze dany budynek sie znajduje. Wiec numery typu 2000 nie dziwia. Ciekawe, czy w USA tez tak jest.
- ludzie zdaja sie byc tak samo mili, jak w Brazylii, choc to ze absolutnie w kazdym sklepie (nie liczac supermarketu, ale uwzgledniajac apteke) podchodzi ekspedientka i dopytuje, w czym moze pomoc. Nie mozna sobie spokojnie poogaladac rzeczy. Ale ogolnie naprawde wszyscy sa bardzo mili i pomocni. I tu nawet mowia cos po angielsku.
wtorek, 2 marca 2010
On borders in Latin America anything can happen
Zgodnie z rozkladem (choc z opoznionym lotem), dzis zaczela sie podroz. Po krotkim miedzyladowaniu w Kurytybie, ktora bedzie kolejnym celem podrozy, udalizmy sie do Foz do Iguaçu. Jak juz wspomnialam, spimy po argentynskiej stronie, w miasteczku Puerto Iguazu. Jako ze to moja pierwzsa wyprawa do innego kraju Ameryki Pld. to jestem bardzo ciekawa roznic (oprocz jezyka - okazuje sie ze hiszpanskiego rozumiem wiecej). Na razie widac ceny - przed kryzysem bylo tu drogo (dla Brazylijczykow), natomiast teraz real br. jest wart 2 razy tyle, co peso argentynskie, wiec turysytka kwinie. Glownie przygraniczna w celu zatankowania o polowe tanszego paliwa. Oba panstwa, jako czlonkowie Mercosulu maja uklad o wolnym przeplywie ludnosci, niemal jak w Schengen (pieczatke w paszporcie sie jednak dostaje i pobyt do 90 dni, czyli tak jak ja), w zwiazku z tym granice pokonuje sie szybko. Chyba ze sie jest turysta z innych krajow. Nasza podroz wygladala nastepujaco. Z lotniska w Foz jechalismy autobusem w strone centrum i wysiedlismy przy zjezdie do granicy z Argentyna. Tam czekalismy z godzine na autobus do Puerto Iguazu. W koncu przyjaechal taki, co sie zatrzymal (chyba trzeci z kolei) i wsiedlismy. Jak sie okazalo, przejechalismy moze ze 2 km i byla granica, na ktorej kierowca wysadzil cudzoziemcow, wreczyl bilety na nastepny autobus. Musielismy przejsc przez brazylijska kontrole paszportowa i czekac. Nastepny autobus z 15 minut pozniej nas nie zabral, bo nalezal do innego przewoznika. W koncu, po kolejnym kwadransie pojawil sie nasz autobus. Wsiedlismy i przejechalismy 2,5 km po ziemi niczyjej do argentynskiej kontroli paszportowej. Rozwazalismy przejscie pieszo, ale celnicy odradzili, bo po drodze jest fawela i napady na pieszych zdarzaja sie notorycznie. Na ziemi, ktora tak naprawde nie nalezy do zadnego z panstw. Tym razem kierowca autobusu zaczekal, az czesc ludzi przejdzie kontrole paszportowa i pojechalismy dalej. Miasteczko malutkie, 2 bankomaty (jeden chcial mnie obciazyc 10zl dodatkowej oplaty za wybranie gotowki z karty Mastercard i docenilam posiadanie 2 kart, bo Visa takiej oplaty nie miala). Oczywiscie niemal wszedzie akceptowana jest tylko gotowka, wiec mozna sobie wyobrazic, jakie kolejki byly do bankomatow (kantor tez tylko w tych bankach).
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
No, pisz, pisz. Bo ostatnio w zakładce "blogi znajomych" niewiele się pojawia ;)
OdpowiedzUsuńPozdrowienia dla Sergio!
o, jak Ci dobrze, że sobie jeździsz i zwiedzasz :)
OdpowiedzUsuń