niedziela, 28 lutego 2010

Druga wizyta rozpoczeta :)

Pora reaktywowac bloga :)

Tym razem podroz przebiegala zupelnie gladko (Warszawa->Munchen->Zurich->Sao Paulo) do momentu, kiedy wsiadlam do samolotu w Zurychu i pilot powiedzial nam, ze francuskie niebo strajkuje (doslownie). Oczywiscie chodzilo o kontrolerow ruchu. Strajk mial trwac do polnocy, wiec czekalismy 45 minut. Jak juz wystartowalismy, z nieznanych przyczyn zrobilismy niemal godzinna rundke nad miastem. Dopiero z godzine pozniej pilot wytlumaczyl, ze zawrocilismy, bo byl problem z komputerem (??), ale teraz juz wszystko w porzadku. Dla jasnosci - nie wyladowalismy, wiec komputer zaczal dzialac cudem i polecielismy dalej. Ciekawe ilu osobom spedzilo to sen z oczu ;) Tym razem lecialam Airbusem 340 linii Swiss i bylo duzo mniej miejsca niz w poprzednich 2 samolotach, nie moglam sie wygodnie ulozyc i usnac. Na dodatek w sekcji Nowosci galerii filmow najnowszy jaki znalazlam (oprocz This is it) to Diabel ubiera sie u Prady. Na szczescie jedzenie bylo lepsze niz u zabojadow, choc znowu obdarowali mnie jogurtem malinowym i dzemem truskawkowym. Co ciekawe, byl tez plasterek sera szwajcarskiego - ale bez dziur! No i Toblerone na pozegnanie :) Ale Szwajcarzy i tak mi nie przypadli do gustu - mowia jeszcze dziwniej niz Austriacy. Zurychu nie widzialam i nie zobacze - w drodze powrotnej bede miec godzine na przesiadke (teraz mialam 40 minut), na dluzej zawitam w Munchen - tam tez mnie jezscze nie bylo.

W Sao Paulo wyladowalismy z 1,5 h opoznienia. Nastepnie spedzilam ponad godzine w kolejce do odprawy paszportowej (tym razem juz wiedzialam, ze dla obcokrajowcow jest ta dluuuuzsza kolejka - obcokrajowcy sa w Brazylii mocno dyskryminowani*) i potem zeby wyjsc - bagaz juz byl zdjety z tasm, znalezienie wozka trwalo chwile, ale potem do wyjscia byla kolejka dluzsza niz przewidziane tasmy do ustawiania kolejek w rownolegle rzadki. Na miejscu zastal mnie chlodny dzien - ok. 20 stopni. Dzis pada i nie zanosi sie na ocieplenie. Takze juz chyba po lecie :(

Od wtorku zaczynam nowa podroz - tym razem do Foz do Iguaçu (jeden z najwiekszych wodospadow na swiecie) - bedziemy spac po argentynskiej stronie w Puerto Iguazu, bo duzo taniej. Potem Ponta Grossa i park z rzezbami skalnymi - mi kojarzy sie z Gorami Stolowymi; Kurytyba - tam w XIX w. osiedlilo sie bardzo duzo Polakow, a na swiecie miasto jest znane z bardzo efektywnego systemu transportu publicznego i zagospodarowania przestrzennego. Nastepnie tydzien w Buenos Aires - najbardziej europejskim miescie w Ameryce Pld. - Argentynczycy podobno nawet uwazaja sie za europejskich i nie sa lubiani przez reszte mieszkancow kontynentu. Zobaczymy jak daleko im do Europy ;)

Podroz bedzie trwac 2 tygodnie, wiec postow pewnie bedzie niewiele, ale i tak zachecam do odwiedzania bloga :)

PS. ze 2 tygodnie przed wyjazdem postanowilam przestac jesc ryz. To byla dobra decyzja, bo po 3 dniach jedzenia ryzu i fasoli juz mam troche dosc ;)

*np. ceny biletow na stronie linii lotniczych zaleza od tego, jaki kraj sie wybierze. Jak wybierze sie Brazylie sa duzo tansze, ale nie da sie ich kupic, bo przy wypelnianiu formularza trzeba podac nr tutejszego dowodu osobistego. Jak sie wybierze inne kraje, ceny sa duzo wyzsze.
Wstepy do muzeow, parkow i innych miejsc turystycznych sa tansze dla Brazylijczykow (w Rio tak nie bylo, wiec to chyba nie ogolne zjawisko) - i to o polowe. Na szczescie nie dyskryminuja studentow - od swojej wyzszej ceny tez zaplace polowe. Przykladow pewnie jest wiecej, tyle na razie mi przychodzi do glowy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz