Tak, blog niemal umarł.
Dziękuję za komentarze do zdjęć, zwłaszcza, że takie pozytywne :) Wrzucam właśnie kolejne.
Z Tiradentes udaliśmy się do Belo Horizonte, gdzie generalnie nic nie ma, ale tam mieliśmy nocleg u znajomych. Byłam w barze oddającym klimat wiosek regionu Minas Gerais - mnóstwo tamtejszych sprzętów, typu piec na drzewo, czy beczki na mleko. Po raz drugi spróbowałam frytek z manioka - tym razem były smaczne. Następnego dnia pojechaliśmy na dzień do Ouro Preto - miejscowości, gdzie wydobywano kiedyś złoto (była stolicą regionu, przez długi czas). Pozostała kolonialna zabudowa jak w Tiradentes, muzeum - dom z pomieszczeniami dla niewolników i mnóstwo barokowych kościołów (=mnóstwo złota). Współczesną ciekawostką są komuny studenckie - tzw. republiki, czyli domy zajmowane przez studentów, ale należące do uniwersytetu. Żeby móc tam zamieszkać trzeba przejść chrzest i zostać zaakceptowanym przez pozostałych lokatorów. W domu oprócz części mieszkalnej znajduje się także ba i klub, w salonie zdjęcia wszystkich dotychczasowych mieszkańców. Z Ouro Preto pojechaliśmy z powrotem w stronę SP, spędzić 1,5 dnia w górach. Na 2000m brak ogrzewania w mieszkaniach boli jeszcze bardziej - temperatura pewnie ok. 15st, 11 Braczylijczyków w kurtkach zimowych(takich jak nasze) nawet w domu ;) Widok z gór niesamowity, zakłócany jednak przez chmury.
Ciąg dalszy to 18h w autobusie do Brasilii, pół dnia tam i lot do Belem (z dwoma międzylodowaniami). Brasilia to zupełnie inny świat - klimat bardziej ostry, jakby pustynny, czerwona ziemia, mało trawy, mniej bujna roślinność. To na razie tyle, ciąg dalszy nastąpi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz