Wczorajsze zwiedzanie bylo dosc ograniczone ze wzgledu na moja 26godzinna podroz. Zobaczylam teren uniwersytetu i instytut, w ktorym opracowano lek na jad weza (nie pamietam jakiego). Teren uniwerstytetu jest ogromny i przypomina park, w sobote mnostwo osob tam biega lub cwiczy kung-fu. Teren jest otoczony murem z drutem kolczastym. Budynki to takie prostopadlosciany bez parterow. Znaczy sa tylko schody na I pietro, gdzie zaczyna sie wlasciwy budynek. Instytut z kolei to takie mini zoo przy okazji. Widzialam troche roznych wezy, iguane, zolwie wodne, pajaki, itp. Powinny byc tez malpy, ale akurat im remontuja klatke. Po lunchu widzialam tez glowna ulice miasta - Paulistas - kiedys byly tam wille "baronow kawowych", obecnie jest to glownie siedlisko bankow i siedzib firm. Tu zaczely sie olbrzymie wiezowce, ktore standardowo widac na pocztowkach z SP. Przytlaczaja jeszcze bardziej niz w Moskwie, ale przynajmniej sa nowsze i w roznych ksztaltach. Jest tez duzo osiedli domkow, glownie parterowych lub 1pietrowych. Kraty w oknach sa standardem. Domy i bloki ogrodzone. Na ulicach samozwanczy parkingowi, ktorzy za wskazanie wolnego miejsca i "pilnowanie" samochodu pobieraja oplate. Drogi nawet 7pasmowe (w jedna strone!), ale asfalt rownie dziurawy jak u nas (ale tu nie mozna zgonic na mroz ;) ). Kierowcy nie jezdza nawet tak dziko, jak sobie wyobrazalam, choc mimo ze jestes na srodku przejscia i tak Cie nie przepuszzca tylko przejada.
Dzis bylam w parku, widzialam pomnik upamietniajacy zwyciestwo Europejczykow nad Indianami i utworzenia panstwa Brazylia. W parku powiekszone kruki (dzikie atakuja ludzi!), kaczki i czarne (!) labedzie, no i oczywiscie totalnie inne drzewa niz w Europie. Obejrzalam tez mecz Brazylia - USA w barze, zeby poobserwowac ludzi. Ciekawostka jest fakt, ze tu nikomu sie nigdzie nie spieszy i na taki dosc wazny dla nich mecz ludzie zaczeli sie schodzic z 5 minut przed rozpoczeciem. Za kazdy gol dla Brazylii osoby noszace koszulki narodowe dostawaly darmowe piwo (akurat w tym barze). Co do reakcji, to nie roznia sie chyba od polskich, wstaja i krzycza jak jest dla nich gol, przeklinaja, jak dla przeciwnika lub ktos cos schrzanil. Takze nihil novi. Za to w barze przy wejsciu kazdy dostaje kartke ze swoim imieniem, gdzie kelnerzy zapisuja co sie zamawia. Przy wychodzeniu trzeba bylo kartke oddac, inaczej grozila kara w wysokosci 200 reali, czyli ponad 300zl! Przy wyjsciu jest kasa, placi sie i dostaje karteczke z napisem zaplacono, pokazuje sie ja przy wyjsciu. Niesamowity przyklad walki z bezrobociem, to praca dla dodatkowych 4 osob. Bylam tez w pizzerii i jedzenie pizzy polegalo na tym, ze kelner nakladal kazdemu po kawalku i zabieral reszte. Jak zobaczyl, ze ktos skonczyl, to przynosil kolejny. Podobno tak jest we wszystkich drozszych pizzeriach (ta byla naprawde droga, srednia pizza ponad 60zl, za to pomadke kupilam sobie dzis za niecale 2,5zl :) ). Ogolnie o poziomie cen sie jeszcze nie moge wypowiedziec, pocztowki ok. 2.30zl, jedzenie w barach drozsze.
Jutro ostatni dzien w tym ogromnym miescie, a potem ruszy prawdziwe tour de Brazil :)
W nastepnym poscie moze troche wiecej o kulturze i ludziach, za duzo na raz by bylo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz